Tofucznica

Tofucznica to bardzo proste i pyszne danie, które stało się najpopularniejszym wegańskim substytutem jajecznicy. Oczywiście, smak nie jest identyczny, choć moim zdaniem dużo ciekawszy niż smak tradycyjnej jajecznicy 😉

Tofucznicę można (podobnie jak jajecznicę), przygotowywać na wiele różnych sposobów i z wieloma różnymi dodatkami. Popularna jest wersja z samym szczypiorkiem, cebulką i pieczarkami czy też tofucznica na pomidorach. Poniższa propozycja to moja ulubiona: z cebulą, pieczarkami i papryką. Zachęcam gorąco do zakupienia i używania czarnej soli kala namak, która sprawia, że tofucznica “daje jajami” i dużo bardziej przypomina tradycyjną wersję tej potrawy. Można ją kupić w sklepach ze zdrową żywnością lub w wielu sklepach internetowych. Osobiście często robię tofucznicę bez czarnej soli, ponieważ nigdy nie byłam wielką fanką jajecznicy. Też jest bardzo dobra.

Składniki na 2 porcje:
1 paczka tofu (180 g)
4 pieczarki
1/2 czerwonej papryki
1 mała cebula
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżka sosu sojowego
szczypta soli UWAGA: zwykle do tofucznicy używa się czarnej soli kala namak, która nadaje potrawie specyficznego, lekko jajecznego posmaku. Można jednak również użyć zwykłej.
szczypta pieprzu
1 łyżka oleju

  1. Cebulę, pieczarki i paprykę kroimy w kosteczkę.
  2. Pokrojone warzywa wrzucamy na rozgrzaną patelnie z olejem. Dodajemy 1/3 szklanki wody, delikatnie solimy i smażymy około 5 minut.
  3. Na patelnię z warzywami kruszymy tofu.
  4. Dodajemy sos sojowy, kurkumę, sól i pieprz. Smażymy jeszcze około 2 minut, cały czas mieszając.

Najprostsza sałatka z przepysznym sosem musztardowym

Nie do końca wiem dlaczego, ale trzymają się mnie ostatnio sałatkowe tematy. Może dlatego, że kupuję na targach zapas pomidorów i papryk, które o tej porze roku są tak pyszne na surowo, że trochę szkoda je przerabiać. Sałatka jest też kołem ratunkowym, kiedy nie ugotuję nic na obiad do pracy: wystarczy złapać w sklepie gotową mieszankę sałat, fasolę i jakieś warzywo i w 10 minut można przygotować sobie posiłek. Coraz częściej robię też szybką sałatkę w weekendy, kiedy o 11 wracam z siłowni lub biegania i muszę coś zjeść jak najszybciej i jak najzdrowiej.

Tyle pięknego teoretycznego wstępu. W praktyce zwykle na śniadanie po treningu wcinam pizzę lub bułkę z gotowym biedronkowym hummusem. Lub ciastki. I kawę. A robiąc sałatkę wyzywam sama siebie pod obsmarkanym od cebuli nosem i zastanawiam się, czy mi przypadkiem na starość trochę nie odbiło?
Ale ale, ta sałatka NAPRAWDĘ jest dobra! Serio! Robotę robi sos musztardowy, zrobiony ze składników, które ma w domu każdy a jego zmieszanie zajmuje dosłownie minutę. Gotowym sosem można polać w zasadzie dowolne warzywa.
 
Składniki na 4 porcje:
1/2 opakowania gotowej mieszanki sałat
3 pomidory
1 mały ogórek
1 mała papryka czerwona
1/2 puszki fasoli
1 czerwona cebula
oliwki (około 25 ;))
Sos:
2 łyżki musztardy
1 płaska łyżka octu winnego lub  soku z cytryny
4 łyżki wody
szczypta soli
oliwa lub inny ulubiony olej (używałam z lnianym i konopnym)
  1. Pomidory, ogórka i paprykę kroimy na kawałki, cebulę drobno siekamy.
  2. Pokrojone warzywa mieszamy z sałatą, odsączoną fasolą i oliwkami.
  3. Dodajemy sos, mieszamy i ostawiamy na kilka minut.
Sos:
  1. Do małej miseczki wrzucamy musztardę, wodę, ocet i sól, mieszamy.
  2. Powoli dodajemy oliwę, cały czas energicznie mieszając, żeby sos się nie rozwarstwił. Wlewamy tyle oliwy, ile lubimy. U mnie zwykle jest to około 1/4 szklanki (lubię dużo).

sałatka z sosem musztardowym

Zupa z pomidorów i cukinii – wersja light :)

Jestem absolutną fanatyczką zup-kremów. W małej misce zjadamy solidną porcję warzyw a ich przygotowanie często nie jest zbyt skomplikowane. Dziś niespodzianka – pomidorowa! 🙂

Temat pomidorowy powtarza się ostatnio u mnie dosyć często. Na blogu pojawił się niedawno przepis na moje ulubione gazpacho a także na wyśmienitą zupę-krem z pieczonych pomidorów i papryki. Jestem ogromną zwolenniczką gotowania z sezonowych produktów, więc moja miłość do pomidorów każe mi wykorzystać je teraz, póki są świeże i pachnące. Często korzystam z kalendarza sezonowości, podczas obmyślania planu zakupów na kolejny dzień. W ciągu ostatnich tygodni niestety nieco za bardzo skoncentrowałam się na klejeniu kotletów, smażeniu i pieczeniu słodkości, czas więc na małe odchudzanie mojej kuchni. Stąd zupa, bardzo prosta w przygotowaniu, lekka i zawierająca najlepsze produkty, jakie można w tej chwili dostać na straganach.

Składniki na 6 solidnych miseczek:
1 cebula (najlepiej czerwona)
1 ząbek czosnku
1 cukinia
6 pomidorów
1 łyżka tymianku – najlepiej świeżego
1 łyżka pietruszki lub bazylii
oliwa
sól

  1. Cebulę kroimy w piórka, cukinię w półtalarki, pomidory na ćwiartki.
  2. Do rondla o grubym dnie wlewamy 3 łyżki oliwy. Na rozgrzaną oliwę wrzucamy cebulę, cukinię, czosnek i tymianek. Dusimy na średnim ogniu co jakiś czas mieszając, aż warzywa lekko się podsmażą (około 8-10 minut).

  3. Dodajemy pomidory, szklankę wody, 1/2 płaskiej łyżeczki soli i gotujemy całość pod przykryciem około 25-30 minut.

  4. Po ugotowaniu zupę miksujemy. Po wylaniu na talerze, posypujemy świeżą siekaną pietruszką lub bazylią.

Bób – ostatni dzwonek!

Choć bób lubię tak bardzo, że zjadam zwykle wyciągnięty prosto z wrzącej wody, to czasami staram się ćwiczyć moją cierpliwość i zostawić odrobinę do zrobienia czegoś wyjątkowego. Plan na wykorzystanie bobu był kompletnie inny, ale wieczorny głód sprawił, że zupełnie przypadkowo zmiksowałam pyszną pastę kanapkową. 

Lato rozpieszcza mnie kulinarnie. Przemykam między straganami, za każdym razem kupując więcej, niż jestem w stanie zjeść. Słodziutkie pomidory, szparagi, botwinka, maliny, morele, cukinie, marchewki… Po wypakowaniu zakupów w kolorze tęczy pozostaje mi zadzwonić do przyjaciółki z informacją, że jutro zje przygotowany przeze mnie obiad. Pomaga też zjeść pastę z bobu, dzieląc się przy tym cennymi uwagami, które pomogły mi udoskonalić przepis. Dziękuję 🙂

Składniki:
1/2 kg bobu
2 ząbki czosnku
1 mała papryczka piri-piri (ja dałam 1/4 habanero)
sok z 1 cytryny
otarta skórka z całej cytryny
1 posiekana szalotka
pęczek pietruszki
4 łyżki oliwy
sól do smaku

  1. Bób gotujemy w wodzie około 10 minut. 
  2. Połowę bobu obieramy z łupin, resztę zostawiamy w skórkach. Miksujemy w blenderze z pozostałymi składnikami. 
  3. Podajemy jako smarowidło do pieczywa, dip do warzyw, nachosów itp.

Pesto z rukoli

Nadchodzi taki dzień, kiedy zupełnie przypadkowo w Twoim domu pojawia się wystraszony i płaczący stwór. Do Stwora podchodzisz z sercem, ale z dystansem. Cierpliwie tłumaczysz, że tymczasowo może się u Ciebie zatrzymać. Po godzinie relacja pomiędzy Tobą a Stworem odrobinę się ociepla. “To nie Twoja wina, wiem wiem, też nie chciałeś u mnie wylądować. A może jesteś głodny?” Po spenetrowaniu pobliskiego marketu i zwierzęcych zakupach, którymi można by wyżywić całe schronisko, wracasz, karmisz Stwora a on po skromnym, spożytym w stresie posiłku trochę się uspokaja. Wybiera sobie poduszkę. Zasypia. “Chyba potrzebujesz imienia…” Wybrana przez Stwora poduszka od tej chwili należy już do niego. Na zawsze.

Mija rok od pojawienia się w Twoim życiu Stwora i z tej okazji gotujesz sobie makaron z pesto. Stworowi przy okazji też, bo to danie, które Stwór namiętnie wylizuje z Twojego talerza kiedy tylko odwrócisz wzrok. Oby więcej takich dni, takich dań, takich miłości… 
Po niewypale, jakim okazało się pesto z liści rzodkiewki, stawiałam cały czas na klasyczne pesto bazyliowe. Czasami pozwalałam sobie na szaleństwo w postaci dodania odrobiny pietruszki. O pesto z rukoli słyszałam już dosyć dawno i jak zwykle żałuję, że nie zrobiłam wcześniej. Uczta ludzie, uczta!

Rukolę od zawsze kocham i szanuję, ale ponieważ sprzedawana jest w porcjach zdecydowanie przekraczających moje możliwości, nadszedł czas na eksperymenty jak całe pudło rukoli wykorzystać. Pesto sprawdziło się idealnie! Radzę nie pomijać w przepisie płatków drożdżowych. Choć nie są niezbędne, to dodają serowego posmaku, który bardzo dobrze imituje smak parmezanu.

Składniki na 3-4 duże porcje:
około 80 g rukoli
50 ml oliwy
1/2 płaskiej łyżeczki soli
30 g orzechów nerkowca (zamiennie używam słonecznika)
1 łyżka soku z cytryny
1 ząbek czosnku
1 łyżka płatków drożdżowych
można dorzucić pęczek bazylii

Wszystkie składniki miksujemy i podajemy jako sos do makaronu/kanapek/pizzy.

Zupa z pora i ziemniaków

Różne przepisy na tę zupę krążą w sieci od lat. Jednak nigdy wcześniej się zdecydowałam się jej ugotować – wydawała mi się nudna. Żałuję, że czekałam tak długo.

Minimalna ilość składników, praktycznie kilka minut pracy a efekt urywa tylną część ciała! Zupa jest gęsta, smaczna, pożywna i po prostu przepiękna.
Robię ją z zielonej części pora, choć wszystkie przepisy, na które trafiłam, wykorzystują jedynie jego białą część. Ja z białej części zrobiłam sałatkę porową a do zupy postanowiłam wykorzystać “odpad” który do tej pory lądował w zamrażarce i wykorzystywany był do zrobienia bulionu warzywnego.

Składniki na 4 talerze:
2 zielone części pora
4 średnie ziemniaki
5 szklanek bulionu warzywnego lub 5 szklanek wody+bulion w kostce/proszku+szczypta soli
1 łyżeczka tymianku
pół łyżeczki pieprzu
olej
Ci, którzy znają mnie dłużej niż tydzień wiedzą, że nie obyło się bez wkrojenia ostrej papryczki 🙂 Wy oczywiście nie musicie tego robić.

  1. Pora kroimy w byle jakie talarki, ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę o wielkości około 2 cm i płuczemy pod zimną wodą, żeby pozbyć się odrobinę skrobi.

  2. W rondlu rozgrzewamy olej (nie za dużo, ale dno powinno być zakryte). Wrzucamy pokrojone pory. Mieszamy.

  3. Po około minucie dodajemy pokrojone i przepłukane ziemniaki.

  4. Smażymy wszystko na średnim ogniu około 5 minut, po czym zalewamy wodą/bulionem i gotujemy pod przykryciem około 15 minut.

  5. Pod koniec gotowania dodajemy tymianek, pieprz i miksujemy zupę na gładką masę.

Smacznego 🙂

 

Pasta z tofu i suszonych pomidorów

Pasta z tofu i suszonych pomidorów – to absolutny hit, który od kilku dni jem codziennie na śniadanie. Prosta w przygotowaniu, przepyszna, przechowuję w lodówce około 4 dni. Zróbcie.

Składniki na kilkanaście kanapek:
1 opakowanie tofu (180 g)
około 10 płatków suszonych pomidorów z zalewy
4 łyżki zalewy z suszonych pomidorów – można zamiast tego dodać oliwę
szczypta soli
Moje suszone pomidory były z dodatkiem pestek z dyni, więc również wrzuciłam ich kilka do masy. Można również dodać np. dwie łyżki pestek słonecznika.

Wszystkie składniki miksuję przez kilka minut. W razie potrzeby dosalam. Wszystko 🙂

Aromatyczna smażona fasola

Miało być o Buce, zimowej depresji, śliskich chodnikach, deszczu ze śniegiem, krótkich i ciemnych dniach. Ale zamiast wstępu będzie pies, który – w przeciwieństwie do mnie – zimę po prostu kocha!

Bardzo kocha:

A teraz o gotowaniu. Żeby choć trochę umilić sobie krótkie i mroźne dni, dziś potrawa typowo zimowa, rozgrzewająca i bardzo pożywna. To danie robię zwykle z bobu. Niestety, na pyszny, świeży, młody bób przyjdzie nam jeszcze troszkę poczekać.

Z tęsknoty za tym aromatycznym i szybkim daniem, zrobiłam kiedyś z ciekawości wersję z fasoli zamiast bobu. Wyszło bardzo przyzwoicie! Drugą gwiazdą tego dania okazała się być ciecierzyca: wersja z tym ciągle niedocenianym w Polsce strączkowcem również wyszła bardzo dobrze. Myślę, że można poeksperymentować dalej i spróbować podsmażyć w ten sposób na przykład soczewicę, ryż czy kaszę. Za każdym razem powinno nam wyjść aromatyczne danie, które jest świetnym dodatkiem do obiadu a także wyśmienitym samodzielnym daniem.

UWAGA! Nie wiem jak to możliwe, ale danie doskonale zaspokaja apetyt na chipsy 😉

Składniki:
1 szklanka ugotowanej fasoli “jaś” (może być z puszki)
solidna łyżeczka curry
solidna łyżeczka majeranku
1/2 łyżeczki chili (opcjonalnie, jeśli ktoś chce wersję na ostro)
odrobina soli
oliwa

  1. Na patelni rozgrzewamy oliwę. Nie powinno być jej bardzo dużo, ale zdecydowanie dno patelni powinno być całkowicie pokryte.
  2. Na bardzo dobrze rozgrzaną oliwę wrzucamy powoli fasolę. WAŻNE: nie wrzucamy wszystkiego naraz, gdyż oliwa straci wysoką temperaturę i fasola nie będzie wtedy chrupiąca. Wsypujemy fasolę na patelnię powoli: 1/3 szklanki po czym czekamy kilka sekund, znowu 1/3 szklanki, znowu czekamy i wsypujemy resztę. 
  3. Energicznie mieszając fasolę na patelni, podsmażamy ją około 2 minut. Skórka powinna się delikatnie zarumieniać.
  4. Kiedy już fasolka jest podsmażona, wysypujemy równomiernie na patelnię curry, majeranek oraz szczyptę soli. Od razu wyłączamy ogień i mieszamy dokładnie fasolę z przyprawami.
  5. Podajemy na ciepło, najlepiej od razu po przyrządzeniu, wtedy fasolki są najbardziej chrupiące i aromatyczne.
 Na zakończenie:

Moja pierwsza zapiekanka

Miałam zaledwie 12 lat, kiedy pewnego dnia uroczyście oświadczyłam rodzicom, iż ja więcej mięsa jeść nie będę. To była połowa lat 90. Nie było Internetu, książki kucharskie rozczulały się nad upieczeniem kaczki na 100 różnych sposobów, a dla wegetarian? Surówka, kotlet z sera i ziemniaki. Mama podstępnie próbowała sprowadzić mnie na jedyną słuszną drogę gotując wyłącznie dania, które uwielbiałam najbardziej: gołąbki z mięsem, krokieciki, pieczony kurczak… Jej biała flaga pojawiła się szybko. Po latach muszę to w końcu przyznać – nie byłam łatwym dzieckiem.

Początki mojego wegetarianizmu chyba nie były dla mojej mamy sielanką. Choć bardzo się starała i gotowała świetnie na pewno czuła, że nie jedząc mięsa powinnam jednak jakoś inaczej wzbogacać swój jadłospis. Niemałym wybawieniem stał się boom na “kursy absolutnie kurde wszystkiego”, które zaczęly się pojawiać akurat wtedy w kioskach ruchu. Co tydzień pojawiały się nowe zeszyty do nauki angielskiego, ogrodnictwa, zjawisk paranormalnych, osiągnięć wielkich malarzy, a także kurs gotowania! “Kolekcja dobrej kuchni” stała się moją (i mamy) pierwszą inspiracją, w której co tydzień szukałam nowych przepisów na dania wegetariańskie, a te, które zawierałay mięso – przerabiałam na wersję wege.

Zaczęłam gotować razem z mamą, która chętnie korzystała z nowych pomysłów dostarczanych przez rewolucyjną wtedy kioskową serię.

Kilka lat później (a może kilkanaście???) odkryłam Puszkę. Do dziś mam w segregatorze pierwsze przepisy, które wydrukowałam z tej nawiększej dziś internetowej książki kucharskiej. Pasztety ze strączkowców, kotlety z warzyw wszelakich, ciecierzyca czy niekonwencjonalne użycie fasoli nie tylko w zupie fasolowej były olśnieniem, choć pewnie dzisiaj trudno w to uwierzyć.

A kochana Puszka wyglądała kiedyś tak:

Czasy się zmieniły. Dziś jedno kliknięcie myszki daje nam wolność w każdym temacie. Łączy nas z ludźmi, którzy myślą podobnie. Burzy mury, które w moim nastoletnim życiu wydawały się nie do pokonania. Bariery kulturowe nie są już barierami a każdy nasz wybór możemy zweryfikować na milion różnych sposobów. To ogromny przywilej. Jeśli myślicie inaczej niż swoi równieśnicy i jesteście pewni swojej niekonwencjonalnej drogi życia – nie zmarnujcie tej szansy.

Dziś prezentuję Wam zapiekankę. To moje pierwsze popisowe danie, które zmodyfikowałam na swoje wegetariańskie potrzeby właśnie z “Kolekcji dobrej kuchni”. Proste, sycące, pyszne.

Skoro ja, mając kilkanaście lat i zero kulinarnego doświadczenia, rozkochałam w tej zapiekance niemal całą rodzinę – to musi byc ona smaczna, no nie ma siły! I choć słychać było nieśmiałe mruczenie, że “jakby boczku tam jeszcze…”, to tempo znikania zapiekanki w ich ustach nie pozostawiało wątpliwości. Smakowało 🙂

Składniki:
2 szklanki makaronu (najlepsze penne lub “świderki”)
10 pieczarek
kilka różyczek brokuła (to opcja, z której skorzystałam dzisiaj)
2 cebule
2 ząbki czosnku
około 200 g łyżki przecieru pomidorowego
pół łyżeczki oregano
pół łyżeczki bazylii
pół łyżeczki ostrej papryki
pół łyżeczki pieprzu (ja dodaję ziołowy)
sól
oliwa

  1. W lekko osolonej wodzie gotujemy makaron o minutę krócej, niż podaje instrukcja na opakowaniu. Ugotowany przerzucamy do lekko posmarowanego oliwą żaroodpornego naczynia.
  2. Na 2 łyżkach oliwy podsmażamy cebulę i czosnek. Jak będą gotowe, przekładamy do naczynia (w którym być może jest już ugotowany makaron, chyba że jeszcze się gotuje :)).
  3. Następnie na tę samą patelnię, na której podsmażyliśmy cebulę wrzucamy pokrojone pieczarki, lekko solimy i smażymy aż wyparuje z nich cała woda.
  4. Dodajemy do makaronu oraz cebuli. Wrzucamy również pokrojone różyczki brokuła – ja dodaję zawsze surowe, gdyż zmiękną one podczas zapiekania w piekarniku.
  5. Przygotowujemy sos: do przecieru pomidorowego dodajemy około 2/3 szklanki wody oraz wymienione przyprawy.
  6. Sos wlewamy do naczynia z makaronem i pozostałymi składnikami, mieszamy.
  7. Całą zapiekankę wkładamy do pieca nagrzanego do 180 stopni i zapiekamy około 20 minut.

Koszt to 10 zł, dwie dosyć duże porcje.
Smacznego 🙂

Tortilla z tofu i szpinakiem

W ciągu ostatnich lat przełamałam swoją niechęć do mrożonego, siekanego szpinaku. Zawsze wydawał mi się niestrawną papką, produktem gorszego sortu. Choć nadal używam go rzadko, to jednak jest kilka dań, do których pasuje mi nawet bardziej, niż szpinak świeży. Np. faszerowane tortille. 

Każdy lubi dostać dużo dobrego wkładając w to minimum wysiłku. I może, jeśli sobie ugotuje poniższe. Nadal nie umiem robić zdjęć. Wiem. Trudno.

Składniki na 3-4 porcje:
3-4 tortille
1 kostka wędzonego tofu
1 paczka mrożonego szpinaku (450 g)
1 średnia cebula
2 ząbki czosnku
100 ml mleczka kokosowego
sól
pieprz
1 duża łyżka oleju kokosowego (lub innego oleju)

  1. Cebulę siekamy w kostkę, czosnek miażdżymy. Tofu kroimy w około 0,5 cm kosteczki.
  2. Na rozgrzany na patelni olej wrzucamy cebulę oraz tofu. Smażymy kilka minut. 
  3. Dodajemy szpinak, czosnek oraz około pół płaskiej łyżeczki soli i pieprzu. Dusimy wszystko na patelni około 10 minut.
  4. Dodajemy mleko kokosowe, gotujemy jeszcze około minuty.
  5. Na tortille nakładamy farsz: ilość według naszego uznania. Zapiekamy w piekarniku nagrzanym do około 200 stopni przez 5 minut.