Najprostsza sałatka z przepysznym sosem musztardowym

Nie do końca wiem dlaczego, ale trzymają się mnie ostatnio sałatkowe tematy. Może dlatego, że kupuję na targach zapas pomidorów i papryk, które o tej porze roku są tak pyszne na surowo, że trochę szkoda je przerabiać. Sałatka jest też kołem ratunkowym, kiedy nie ugotuję nic na obiad do pracy: wystarczy złapać w sklepie gotową mieszankę sałat, fasolę i jakieś warzywo i w 10 minut można przygotować sobie posiłek. Coraz częściej robię też szybką sałatkę w weekendy, kiedy o 11 wracam z siłowni lub biegania i muszę coś zjeść jak najszybciej i jak najzdrowiej.

Tyle pięknego teoretycznego wstępu. W praktyce zwykle na śniadanie po treningu wcinam pizzę lub bułkę z gotowym biedronkowym hummusem. Lub ciastki. I kawę. A robiąc sałatkę wyzywam sama siebie pod obsmarkanym od cebuli nosem i zastanawiam się, czy mi przypadkiem na starość trochę nie odbiło?
Ale ale, ta sałatka NAPRAWDĘ jest dobra! Serio! Robotę robi sos musztardowy, zrobiony ze składników, które ma w domu każdy a jego zmieszanie zajmuje dosłownie minutę. Gotowym sosem można polać w zasadzie dowolne warzywa.
 
Składniki na 4 porcje:
1/2 opakowania gotowej mieszanki sałat
3 pomidory
1 mały ogórek
1 mała papryka czerwona
1/2 puszki fasoli
1 czerwona cebula
oliwki (około 25 ;))
Sos:
2 łyżki musztardy
1 płaska łyżka octu winnego lub  soku z cytryny
4 łyżki wody
szczypta soli
oliwa lub inny ulubiony olej (używałam z lnianym i konopnym)
  1. Pomidory, ogórka i paprykę kroimy na kawałki, cebulę drobno siekamy.
  2. Pokrojone warzywa mieszamy z sałatą, odsączoną fasolą i oliwkami.
  3. Dodajemy sos, mieszamy i ostawiamy na kilka minut.
Sos:
  1. Do małej miseczki wrzucamy musztardę, wodę, ocet i sól, mieszamy.
  2. Powoli dodajemy oliwę, cały czas energicznie mieszając, żeby sos się nie rozwarstwił. Wlewamy tyle oliwy, ile lubimy. U mnie zwykle jest to około 1/4 szklanki (lubię dużo).

sałatka z sosem musztardowym

Tradycyjna sałatka warzywna

Bardzo ciężko namówić mnie na jedzenie sałatek. Robię je bardzo rzadko, w restauracjach nie zamawiam prawie nigdy. Są jednak takie klasyki, którymi – jeśli już sobie o nich przypomnę – mogę zajadać się bez końca.

Nie rozumiem wszechobecnej pogardy dla tradycyjnej sałatki warzywnej. Że niby komuna, że brzydka, że teraz już się tak nie gotuje, że tylko u cioci na imieninach. Ja ją uwielbiam i wracam do niej za każdym razem, kiedy zdarzy mi się ukręcić trochę sojonezu.

Składniki:
5 ziemniaków
5 marchewek
2 pietruszki
1 seler
1 spora cebula
1 puszka groszku
około 1/2 słoika ogórków konserwowych
sól
pieprz
ocet
sojonez – może być kupny majonez wegański, ale z doświadczenia wiem, że żaden nie pobije sojonezu Surri!

  1. Ziemniaki, marchewki, pietruszki oraz seler gotujemy w lekko osolonej wodzie do miękkości, po czym kroimy w kosteczkę.
  2. Siekamy cebulę oraz ogórki, dodajemy do pokrojonych warzyw. 
  3. Przyprawiamy solą (około 1 płaskiej łyżeczki), pieprzem (ja daję solidną łyżeczkę lub nawet łyżkę) oraz octem (około 4 łyżek).
  4. Dodajemy sojonez: na tę ilość około 1 szklankę.
  5. Mieszamy, jemy 🙂

Wersja bez marchewki, za to z kiełkami:

Pesto z rukoli

Nadchodzi taki dzień, kiedy zupełnie przypadkowo w Twoim domu pojawia się wystraszony i płaczący stwór. Do Stwora podchodzisz z sercem, ale z dystansem. Cierpliwie tłumaczysz, że tymczasowo może się u Ciebie zatrzymać. Po godzinie relacja pomiędzy Tobą a Stworem odrobinę się ociepla. “To nie Twoja wina, wiem wiem, też nie chciałeś u mnie wylądować. A może jesteś głodny?” Po spenetrowaniu pobliskiego marketu i zwierzęcych zakupach, którymi można by wyżywić całe schronisko, wracasz, karmisz Stwora a on po skromnym, spożytym w stresie posiłku trochę się uspokaja. Wybiera sobie poduszkę. Zasypia. “Chyba potrzebujesz imienia…” Wybrana przez Stwora poduszka od tej chwili należy już do niego. Na zawsze.

Mija rok od pojawienia się w Twoim życiu Stwora i z tej okazji gotujesz sobie makaron z pesto. Stworowi przy okazji też, bo to danie, które Stwór namiętnie wylizuje z Twojego talerza kiedy tylko odwrócisz wzrok. Oby więcej takich dni, takich dań, takich miłości… 
Po niewypale, jakim okazało się pesto z liści rzodkiewki, stawiałam cały czas na klasyczne pesto bazyliowe. Czasami pozwalałam sobie na szaleństwo w postaci dodania odrobiny pietruszki. O pesto z rukoli słyszałam już dosyć dawno i jak zwykle żałuję, że nie zrobiłam wcześniej. Uczta ludzie, uczta!

Rukolę od zawsze kocham i szanuję, ale ponieważ sprzedawana jest w porcjach zdecydowanie przekraczających moje możliwości, nadszedł czas na eksperymenty jak całe pudło rukoli wykorzystać. Pesto sprawdziło się idealnie! Radzę nie pomijać w przepisie płatków drożdżowych. Choć nie są niezbędne, to dodają serowego posmaku, który bardzo dobrze imituje smak parmezanu.

Składniki na 3-4 duże porcje:
około 80 g rukoli
50 ml oliwy
1/2 płaskiej łyżeczki soli
30 g orzechów nerkowca (zamiennie używam słonecznika)
1 łyżka soku z cytryny
1 ząbek czosnku
1 łyżka płatków drożdżowych
można dorzucić pęczek bazylii

Wszystkie składniki miksujemy i podajemy jako sos do makaronu/kanapek/pizzy.

Jednogarnkowa, szybka i prosta potrawka z warzyw :)

Bardzo lubię wizyty u innych wegów. Zabawią rozmową o fachowym połykaniu i niebanalnej grze wstępnej ;), stukną się kuflem, ograją w planszówce a i świetnie nakarmią. Danie, którym przemili twórcy bloga Połykaj z Surri ugościli wykończoną i wygłodniałą po całym dniu pracy koleżankę, było zrobione według przepisu z puszki: Afrykańskie spaghetti. Było pysznie 🙂

Było tak pysznie, że sama postanowiłam ugotować coś podobnego.  Ale nie byłabym sobą, gdybym wykonanego przeze mnie dania nieco nie zmodyfikowała. Moje spaghetti to przede wszystkim nie spaghetti, ale sycąca i prosta w przygotowaniu jednogarnkowa potrawa. No i rozgrzewająco-pikantna, bo zima niestety znowu wróciła do Krakowa… Jeśli ktoś nie lubi ostrych dań, można jednak pominąć papryczkę piri-piri.

Składniki na 4 porcje:

4 średnie ziemniaki

cukinia

2 małe marchewki

2 średnie cebule

3 ząbki czosnku

1 papryka

puszka pomidorów

2 płaskie łyżki przecieru pomidorowego

2 papryczki piri-piri (można zastąpić płaską łyżeczką chili/pieprzu kajeńskiego)

łyżeczka posiekanego świeżego imbiru (niekoniecznie)

łyżeczka słodkiej papryki

1/2 łyżeczki suszonego oregano

1/2 łyżeczki suszonej bazylii

szczypta soli

olej

Jedną z rzeczy, które zniechęcają większość osób do ugotowania dania, jest długaśna lista składników. Ja też bardzo tego nie lubię, dlatego na blogu staram się prezentować dania z raczej prostym składem. Tutaj jednak, choć lista wydaje się długa, to składa się z produktów które dostać można w każdym sklepie, a często w każdym domu. Z powodzeniem można zastąpić trudne do zdobycia papryczki piri-piri sproszkowaną papryką chili czy też pieprzem kajeńskim. Możemy pominąć imbir. Nie będziemy więc zmuszeni do biegania po mieście w poszukiwaniu wyszukanych składników.

  1. Ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę mniej więcej 1,5 cm. W niezbyt drobną kostkę siekamy również cebulę, marchewkę, paprykę, cukinię, czosnek, piri-piri, imbir.
  2. Na dno dużego garnka wlewamy solidną porcję oleju: całe dno powinno być pokryte na około 3 milimetry. Podgrzewamy olej.
  3. Trzymamy garnek na niedużym ogniu, wrzucamy cebulę.
  4. Jak już cebula się zeszkli, wrzucamy do garnka pozostałe warzywa, prócz pomidorów, cukinii i przecieru, wsypujemy około pół łyżeczki soli. 
  5. Przykrywamy garnek pokrywką i dusimy około 10 minut, co jakiś czas energicznie mieszając.
  6. Wrzucamy pokrojoną cukinię, pomidory, przecier pomidorowy oraz suche przyprawy. Wszystko razem dusimy na małym ogniu pod przykryciem, mieszając dosyć często. Na czas przeczytania 3 rozdziałów książki, którą gorąco polecam 🙂 (około 37 minut)

Bigos wegetariański

Prawdziwy bigos od zawsze w polskich domach gotowany, jest z mięsem i kiełbasą. Wiem. Bigos wegetariański nie jest prawdziwym bigosem. Wiem. Wegetarianie profanujący tradycyjnie polskie potrawy niech na litość boską nie używają nazw zastrzeżonych dla potraw typowo mięsnych. Wiem…

Bigosowi eksperci zakochani w tradycji kulinarnej zwykle jednak nie wiedzą, że oryginalny bigos to danie nie zawierające kapusty! Samym słowem “bigos” określano dawniej siekanie. Nieco później bigosem nazwano rodzaj galarety z siekanego mięsa, następnie gulaszopodobnych potraw których podstawą również było siekane mięso, ryby, nawet raki. Kapustę dodano do bigosu prawdopodobnie dopiero w XVIII wieku – z powodu jej niskiej ceny. Ten tańszy odpowiednik tradycyjnego bigosu nazywano zawsze “bigosem z kapustą”, aby odróżnić “podróbkę” od wersji jedynej i słusznej. Tak samo, jak dziś ja nazywam swoją potrawę “bigosem wegetariańskim” 🙂

Mięsni filozofowie zwykle nie słyszeli również o wędzonych śliwkach, które od wielu lat tradycyjnie dodaje się do bigosu w wielu polskich domach. Dodatek śliwowicy również jest dla nich niezrozumiały. Nie słyszeli o bigosie cygańskim z dodatkiem pomidorów, o bigosie węgierskim zaprawionym śmietaną. Ograniczona wyobraźnia kulinarna nie pozwala im również zrozumieć, że bigos bezmięsny, może być smaczny. Niedowiarków zapraszam do siebie na degustację 🙂

Na pobudzenie apetytu, przepis na bigos hultajski: „Swietą, białą kapustę sparzyć i dusić na maśle ze sporą ilością posiekanych grzybów świeżych lub suszonych, przez godzinę, dodawszy cokolwiek kwasku. W osobnym garnku wygotować warzywo na słodko: waram tym polać kapustę i dusić przez drugą godzinę. W końcu dodać jeszcze masła, zapalić mąką i podać.” Jarska Kuchnia zawierająca wypróbowane przepisy przyrządzania smacznych a zdrowych potraw roślinnych, oraz naukowe uzasadnienie jarstwa, Marja Carnowska, Berlin 1898

Poniższy przepis na bigos należy do moich zdecydowanych faworytów. Robiłam to danie wiele razy, w różnych wersjach. Zwykle wracam jednak do tego, sprawdzonego przepisu. Polecam!

Składniki:
1 kg kapusty kiszonej
40 g szuszonych podgrzybków
200 g wędzonych śliwek
2 średnie cebule
4 listki laurowe
8 ziarenek ziela angielskiego
2 płaskie łyżeczki słodkiej papryki
1 płaska łyżeczka ostrej papryki
1 płaska łyżeczka pieprzu mielonego

Na początek mała uwaga: Dzień przed zrobieniem bigosu, można zacząć moczyć suszone grzyby. Dodajemy je wtedy do bigosu wraz z wodą, w której były moczone. Ja tę czynność pomijam. Bigos gotuje się długo i grzyby bez problemu robią się miękkie podczas gotowania.

  1. Do dużego garnka wlewamy oliwę na dno i wrzucamy posiekaną w niezbyt drobną kostkę cebulę. Podsmażamy na średnim ogniu kilka minut.
  2. Kiszoną kapustę kroimy na mniejsze kawałki i dodajemy do garnka z cebulą. Dodajemy rozdrobnione grzyby, śliwki i przyprawy. UWAGA: jeśli gotujemy bigos z samej kapusty kiszonej, można kapustę odcisnąć z soku i dodatkowo wypłukać – bigos nie będzie wtedy kwaśny. Ja użyłam kapusty wraz z sokiem z kiszonki. Bigos wyszedł wyraźnie kwaśny co mi osobiście bardzo odpowiada.
  3. Zalewamy wszystko wodą tak, żeby całość była raczej zakryta, ale żeby nie zrobić zupy 🙂 Mniej więcej tak, jak na zdjęciu poniżej:

4. Całość gotujemy około 3 godzin, na niezbyt wielkim ogniu, mieszając co jakiś czas. Jeśli woda wyparuje za bardzo – podlewamy bigos.
5. Po kilkudziesięciu minutach widać, jak zmienia się kolor bigosu:

A po dwóch godzinach gotowania całość wygląda tak:

Bardzo często trafiam na przepisy, w których do wegetariańskiego bigosu dodawany jest granulat sojowy lub kawałki wędzonego tofu. Zachęcam do eksperymentowania, bo takie dodatki bardzo zbliżają smak bigosu do wersji mięsnej, która dla większości Polaków wiąże się jednak z tradycją wyniesioną z domu rodzinnego. Jeśli ktoś nie gardzi alkoholem, warto dodać na przykład 100 ml śliwowicy, żubrówki, whisky lub wina. Na pewno niedługo pojawi się na blogu bigos, w którym pozwoliłam sobie na nieco więcej eksperymentów 🙂

Pasta z tofu i suszonych pomidorów

Pasta z tofu i suszonych pomidorów – to absolutny hit, który od kilku dni jem codziennie na śniadanie. Prosta w przygotowaniu, przepyszna, przechowuję w lodówce około 4 dni. Zróbcie.

Składniki na kilkanaście kanapek:
1 opakowanie tofu (180 g)
około 10 płatków suszonych pomidorów z zalewy
4 łyżki zalewy z suszonych pomidorów – można zamiast tego dodać oliwę
szczypta soli
Moje suszone pomidory były z dodatkiem pestek z dyni, więc również wrzuciłam ich kilka do masy. Można również dodać np. dwie łyżki pestek słonecznika.

Wszystkie składniki miksuję przez kilka minut. W razie potrzeby dosalam. Wszystko 🙂

Spaghetti a’la bolognese z tofu

Za każdym razem, kiedy jem przy niewegańskich znajomych coś zawierającego mikroilości soi, wysłuchuję wykładu o estrogenach, GMO, że rosną cycki (niestety nie ;(), będę bezpłodna i wyrosną mi wąsy. A jednocześnie wypadną włosy. 

Nie będę przytaczać badań wykazujących pozytywny wpływ produktów sojowych na zdrowie, bredzić o Japończykach, którzy soję jedzą codziennie a są jednym z najzdrowszych narodów świata. To nie jest blog o dietetyce.

Swoją drogą, nie wiem skąd pogląd, że odżywianie wegetariańskie oparte jest głównie na produktach sojowych. Osobiście nigdy nie jadłam legendarnych kiełków sojowych, tekturowe kotlety sojowe kupuję może raz na dwa lata jak najdzie mnie ochota. Mleka w ogóle nie trzeba pić. Ani krowiego ani żadnego innego. Do picia jest woda. I kawa. Ani wegetarianin ani nawet weganin nie musi jeść produktów sojowych W OGÓLE!

No ale jak już rzucą w biedronce tofu w promocji, to żal nie wykorzystać. A że najlepszym produktem na świecie jest makaron, to jedną z promocyjnych kostek (a następnie drugą i trzecią), wykorzystałam do zrobienia sosu a’la bolognese. 

Składniki 4-5 porcji:
makaron – około 100g na każdą z porcji
1 średnia cebula
2 średnie marchewki lub 1 duża
1 papryka
2 ząbki czosnku
1 opakowanie tofu (180 g)
2 puszki pomidorów
3 łyżki oliwy
sól

Przyprawy:
1 łyżeczka bazylii
1 łyżeczka oregano
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka cukru
1/2 łyżeczki chili w proszku
1 łyżeczka wędzonej papryki

  1. Cebulę, paprykę i marchewkę siekamy w kostkę. Czosnek miażdżymy. Tofu rozkruszamy palcami.
  2. Na rozgrzaną na patelni oliwę wrzucamy cebulę, paprykę i marchewkę. Dodajemy szczyptę soli i smażymy kilka minut aż cebula się zeszkli.
  3. Dodajemy pokruszone tofu oraz przyprawy, smażymy kolejne kilka minut.
  4. Dodajemy pomidory i dusimy całość pod przykryciem około 40 minut, co jakiś czas mieszając. Następnie zdejmujemy pokrywkę i gotujemy jeszcze około 30 minut.

Aromatyczna smażona fasola

Miało być o Buce, zimowej depresji, śliskich chodnikach, deszczu ze śniegiem, krótkich i ciemnych dniach. Ale zamiast wstępu będzie pies, który – w przeciwieństwie do mnie – zimę po prostu kocha!

Bardzo kocha:

A teraz o gotowaniu. Żeby choć trochę umilić sobie krótkie i mroźne dni, dziś potrawa typowo zimowa, rozgrzewająca i bardzo pożywna. To danie robię zwykle z bobu. Niestety, na pyszny, świeży, młody bób przyjdzie nam jeszcze troszkę poczekać.

Z tęsknoty za tym aromatycznym i szybkim daniem, zrobiłam kiedyś z ciekawości wersję z fasoli zamiast bobu. Wyszło bardzo przyzwoicie! Drugą gwiazdą tego dania okazała się być ciecierzyca: wersja z tym ciągle niedocenianym w Polsce strączkowcem również wyszła bardzo dobrze. Myślę, że można poeksperymentować dalej i spróbować podsmażyć w ten sposób na przykład soczewicę, ryż czy kaszę. Za każdym razem powinno nam wyjść aromatyczne danie, które jest świetnym dodatkiem do obiadu a także wyśmienitym samodzielnym daniem.

UWAGA! Nie wiem jak to możliwe, ale danie doskonale zaspokaja apetyt na chipsy 😉

Składniki:
1 szklanka ugotowanej fasoli “jaś” (może być z puszki)
solidna łyżeczka curry
solidna łyżeczka majeranku
1/2 łyżeczki chili (opcjonalnie, jeśli ktoś chce wersję na ostro)
odrobina soli
oliwa

  1. Na patelni rozgrzewamy oliwę. Nie powinno być jej bardzo dużo, ale zdecydowanie dno patelni powinno być całkowicie pokryte.
  2. Na bardzo dobrze rozgrzaną oliwę wrzucamy powoli fasolę. WAŻNE: nie wrzucamy wszystkiego naraz, gdyż oliwa straci wysoką temperaturę i fasola nie będzie wtedy chrupiąca. Wsypujemy fasolę na patelnię powoli: 1/3 szklanki po czym czekamy kilka sekund, znowu 1/3 szklanki, znowu czekamy i wsypujemy resztę. 
  3. Energicznie mieszając fasolę na patelni, podsmażamy ją około 2 minut. Skórka powinna się delikatnie zarumieniać.
  4. Kiedy już fasolka jest podsmażona, wysypujemy równomiernie na patelnię curry, majeranek oraz szczyptę soli. Od razu wyłączamy ogień i mieszamy dokładnie fasolę z przyprawami.
  5. Podajemy na ciepło, najlepiej od razu po przyrządzeniu, wtedy fasolki są najbardziej chrupiące i aromatyczne.
 Na zakończenie:

Moja pierwsza zapiekanka

Miałam zaledwie 12 lat, kiedy pewnego dnia uroczyście oświadczyłam rodzicom, iż ja więcej mięsa jeść nie będę. To była połowa lat 90. Nie było Internetu, książki kucharskie rozczulały się nad upieczeniem kaczki na 100 różnych sposobów, a dla wegetarian? Surówka, kotlet z sera i ziemniaki. Mama podstępnie próbowała sprowadzić mnie na jedyną słuszną drogę gotując wyłącznie dania, które uwielbiałam najbardziej: gołąbki z mięsem, krokieciki, pieczony kurczak… Jej biała flaga pojawiła się szybko. Po latach muszę to w końcu przyznać – nie byłam łatwym dzieckiem.

Początki mojego wegetarianizmu chyba nie były dla mojej mamy sielanką. Choć bardzo się starała i gotowała świetnie na pewno czuła, że nie jedząc mięsa powinnam jednak jakoś inaczej wzbogacać swój jadłospis. Niemałym wybawieniem stał się boom na “kursy absolutnie kurde wszystkiego”, które zaczęly się pojawiać akurat wtedy w kioskach ruchu. Co tydzień pojawiały się nowe zeszyty do nauki angielskiego, ogrodnictwa, zjawisk paranormalnych, osiągnięć wielkich malarzy, a także kurs gotowania! “Kolekcja dobrej kuchni” stała się moją (i mamy) pierwszą inspiracją, w której co tydzień szukałam nowych przepisów na dania wegetariańskie, a te, które zawierałay mięso – przerabiałam na wersję wege.

Zaczęłam gotować razem z mamą, która chętnie korzystała z nowych pomysłów dostarczanych przez rewolucyjną wtedy kioskową serię.

Kilka lat później (a może kilkanaście???) odkryłam Puszkę. Do dziś mam w segregatorze pierwsze przepisy, które wydrukowałam z tej nawiększej dziś internetowej książki kucharskiej. Pasztety ze strączkowców, kotlety z warzyw wszelakich, ciecierzyca czy niekonwencjonalne użycie fasoli nie tylko w zupie fasolowej były olśnieniem, choć pewnie dzisiaj trudno w to uwierzyć.

A kochana Puszka wyglądała kiedyś tak:

Czasy się zmieniły. Dziś jedno kliknięcie myszki daje nam wolność w każdym temacie. Łączy nas z ludźmi, którzy myślą podobnie. Burzy mury, które w moim nastoletnim życiu wydawały się nie do pokonania. Bariery kulturowe nie są już barierami a każdy nasz wybór możemy zweryfikować na milion różnych sposobów. To ogromny przywilej. Jeśli myślicie inaczej niż swoi równieśnicy i jesteście pewni swojej niekonwencjonalnej drogi życia – nie zmarnujcie tej szansy.

Dziś prezentuję Wam zapiekankę. To moje pierwsze popisowe danie, które zmodyfikowałam na swoje wegetariańskie potrzeby właśnie z “Kolekcji dobrej kuchni”. Proste, sycące, pyszne.

Skoro ja, mając kilkanaście lat i zero kulinarnego doświadczenia, rozkochałam w tej zapiekance niemal całą rodzinę – to musi byc ona smaczna, no nie ma siły! I choć słychać było nieśmiałe mruczenie, że “jakby boczku tam jeszcze…”, to tempo znikania zapiekanki w ich ustach nie pozostawiało wątpliwości. Smakowało 🙂

Składniki:
2 szklanki makaronu (najlepsze penne lub “świderki”)
10 pieczarek
kilka różyczek brokuła (to opcja, z której skorzystałam dzisiaj)
2 cebule
2 ząbki czosnku
około 200 g łyżki przecieru pomidorowego
pół łyżeczki oregano
pół łyżeczki bazylii
pół łyżeczki ostrej papryki
pół łyżeczki pieprzu (ja dodaję ziołowy)
sól
oliwa

  1. W lekko osolonej wodzie gotujemy makaron o minutę krócej, niż podaje instrukcja na opakowaniu. Ugotowany przerzucamy do lekko posmarowanego oliwą żaroodpornego naczynia.
  2. Na 2 łyżkach oliwy podsmażamy cebulę i czosnek. Jak będą gotowe, przekładamy do naczynia (w którym być może jest już ugotowany makaron, chyba że jeszcze się gotuje :)).
  3. Następnie na tę samą patelnię, na której podsmażyliśmy cebulę wrzucamy pokrojone pieczarki, lekko solimy i smażymy aż wyparuje z nich cała woda.
  4. Dodajemy do makaronu oraz cebuli. Wrzucamy również pokrojone różyczki brokuła – ja dodaję zawsze surowe, gdyż zmiękną one podczas zapiekania w piekarniku.
  5. Przygotowujemy sos: do przecieru pomidorowego dodajemy około 2/3 szklanki wody oraz wymienione przyprawy.
  6. Sos wlewamy do naczynia z makaronem i pozostałymi składnikami, mieszamy.
  7. Całą zapiekankę wkładamy do pieca nagrzanego do 180 stopni i zapiekamy około 20 minut.

Koszt to 10 zł, dwie dosyć duże porcje.
Smacznego 🙂

Chili z batatów i ciecierzycy

Od kilku dni miałam niesamowitą ochotę na bataty. Ostatnio jadłam je chyba z rok temu pod postacią przepysznej zupy z mlekiem kokosowym (muszę powtórzyć!). Z resztek w lodówce, ugotowanej wczoraj ciecierzycy i batatów zrobiłam więc dobre. Nawet bardzo!

Uwielbiam wszelkie odmiany dań a’la chili sin carne. To zwykle proste, jednogarnkowe dania, które wprawdzie trzeba dość długo gotować, ale samo przygotowanie składników i wstawienie na palnik trwa kilka minut. Pod koniec gotowania, do garnka można dorzucić szpinak lub jarmuż i tym samym przemycić trochę więcej witamin w środku zimy.

Składniki:
1 średnia cebula
1 czerwona papryka
2 ząbki czosnku
2 duże bataty
1 puszka pomidorów
1 puszka ciecierzycy (lub 100 g suchej ciecierzycy=około 200g ugotowanej)
około 4 łyżek oleju
1/2 łyżeczki chili (ja daję więcej, ale to ja)
1/2 płaskiej łyżeczki soli
1 łyżeczka wędzonej papryki
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżka koncentratu pomidorowego

UWAGA: jeśli macie chipotle w puszce, możecie dodać solidną łyżkę zamiast koncentratu pomidorowego i papryki wędzonej.

  1. Cebulę siekamy w niezbyt drobną kostkę, paprykę i bataty na kawałki wielkości około 1,5 cm, czosnek miażdżymy.
  2. W rondlu o grubym dnie lub na dużej patelni rozgrzewamy oliwę. Wrzucamy cebulę – smażymy 3 minuty, i paprykę – smażymy około 5 minut. 
  3. Dodajemy pokrojone bataty, chili, wędzoną paprykę, koncentrat (lub chipotle) i czosnek, podsmażamy około minuty. 
  4. Dodajemy pozostałe składniki, 200 ml wody i dusimy wszystko pod przykryciem na wolnym ogniu około 1 godziny, co jakiś czas mieszając.