Aromatyczna smażona fasola

Miało być o Buce, zimowej depresji, śliskich chodnikach, deszczu ze śniegiem, krótkich i ciemnych dniach. Ale zamiast wstępu będzie pies, który – w przeciwieństwie do mnie – zimę po prostu kocha!

Bardzo kocha:

A teraz o gotowaniu. Żeby choć trochę umilić sobie krótkie i mroźne dni, dziś potrawa typowo zimowa, rozgrzewająca i bardzo pożywna. To danie robię zwykle z bobu. Niestety, na pyszny, świeży, młody bób przyjdzie nam jeszcze troszkę poczekać.

Z tęsknoty za tym aromatycznym i szybkim daniem, zrobiłam kiedyś z ciekawości wersję z fasoli zamiast bobu. Wyszło bardzo przyzwoicie! Drugą gwiazdą tego dania okazała się być ciecierzyca: wersja z tym ciągle niedocenianym w Polsce strączkowcem również wyszła bardzo dobrze. Myślę, że można poeksperymentować dalej i spróbować podsmażyć w ten sposób na przykład soczewicę, ryż czy kaszę. Za każdym razem powinno nam wyjść aromatyczne danie, które jest świetnym dodatkiem do obiadu a także wyśmienitym samodzielnym daniem.

UWAGA! Nie wiem jak to możliwe, ale danie doskonale zaspokaja apetyt na chipsy 😉

Składniki:
1 szklanka ugotowanej fasoli “jaś” (może być z puszki)
solidna łyżeczka curry
solidna łyżeczka majeranku
1/2 łyżeczki chili (opcjonalnie, jeśli ktoś chce wersję na ostro)
odrobina soli
oliwa

  1. Na patelni rozgrzewamy oliwę. Nie powinno być jej bardzo dużo, ale zdecydowanie dno patelni powinno być całkowicie pokryte.
  2. Na bardzo dobrze rozgrzaną oliwę wrzucamy powoli fasolę. WAŻNE: nie wrzucamy wszystkiego naraz, gdyż oliwa straci wysoką temperaturę i fasola nie będzie wtedy chrupiąca. Wsypujemy fasolę na patelnię powoli: 1/3 szklanki po czym czekamy kilka sekund, znowu 1/3 szklanki, znowu czekamy i wsypujemy resztę. 
  3. Energicznie mieszając fasolę na patelni, podsmażamy ją około 2 minut. Skórka powinna się delikatnie zarumieniać.
  4. Kiedy już fasolka jest podsmażona, wysypujemy równomiernie na patelnię curry, majeranek oraz szczyptę soli. Od razu wyłączamy ogień i mieszamy dokładnie fasolę z przyprawami.
  5. Podajemy na ciepło, najlepiej od razu po przyrządzeniu, wtedy fasolki są najbardziej chrupiące i aromatyczne.
 Na zakończenie:

Moja pierwsza zapiekanka

Miałam zaledwie 12 lat, kiedy pewnego dnia uroczyście oświadczyłam rodzicom, iż ja więcej mięsa jeść nie będę. To była połowa lat 90. Nie było Internetu, książki kucharskie rozczulały się nad upieczeniem kaczki na 100 różnych sposobów, a dla wegetarian? Surówka, kotlet z sera i ziemniaki. Mama podstępnie próbowała sprowadzić mnie na jedyną słuszną drogę gotując wyłącznie dania, które uwielbiałam najbardziej: gołąbki z mięsem, krokieciki, pieczony kurczak… Jej biała flaga pojawiła się szybko. Po latach muszę to w końcu przyznać – nie byłam łatwym dzieckiem.

Początki mojego wegetarianizmu chyba nie były dla mojej mamy sielanką. Choć bardzo się starała i gotowała świetnie na pewno czuła, że nie jedząc mięsa powinnam jednak jakoś inaczej wzbogacać swój jadłospis. Niemałym wybawieniem stał się boom na “kursy absolutnie kurde wszystkiego”, które zaczęly się pojawiać akurat wtedy w kioskach ruchu. Co tydzień pojawiały się nowe zeszyty do nauki angielskiego, ogrodnictwa, zjawisk paranormalnych, osiągnięć wielkich malarzy, a także kurs gotowania! “Kolekcja dobrej kuchni” stała się moją (i mamy) pierwszą inspiracją, w której co tydzień szukałam nowych przepisów na dania wegetariańskie, a te, które zawierałay mięso – przerabiałam na wersję wege.

Zaczęłam gotować razem z mamą, która chętnie korzystała z nowych pomysłów dostarczanych przez rewolucyjną wtedy kioskową serię.

Kilka lat później (a może kilkanaście???) odkryłam Puszkę. Do dziś mam w segregatorze pierwsze przepisy, które wydrukowałam z tej nawiększej dziś internetowej książki kucharskiej. Pasztety ze strączkowców, kotlety z warzyw wszelakich, ciecierzyca czy niekonwencjonalne użycie fasoli nie tylko w zupie fasolowej były olśnieniem, choć pewnie dzisiaj trudno w to uwierzyć.

A kochana Puszka wyglądała kiedyś tak:

Czasy się zmieniły. Dziś jedno kliknięcie myszki daje nam wolność w każdym temacie. Łączy nas z ludźmi, którzy myślą podobnie. Burzy mury, które w moim nastoletnim życiu wydawały się nie do pokonania. Bariery kulturowe nie są już barierami a każdy nasz wybór możemy zweryfikować na milion różnych sposobów. To ogromny przywilej. Jeśli myślicie inaczej niż swoi równieśnicy i jesteście pewni swojej niekonwencjonalnej drogi życia – nie zmarnujcie tej szansy.

Dziś prezentuję Wam zapiekankę. To moje pierwsze popisowe danie, które zmodyfikowałam na swoje wegetariańskie potrzeby właśnie z “Kolekcji dobrej kuchni”. Proste, sycące, pyszne.

Skoro ja, mając kilkanaście lat i zero kulinarnego doświadczenia, rozkochałam w tej zapiekance niemal całą rodzinę – to musi byc ona smaczna, no nie ma siły! I choć słychać było nieśmiałe mruczenie, że “jakby boczku tam jeszcze…”, to tempo znikania zapiekanki w ich ustach nie pozostawiało wątpliwości. Smakowało 🙂

Składniki:
2 szklanki makaronu (najlepsze penne lub “świderki”)
10 pieczarek
kilka różyczek brokuła (to opcja, z której skorzystałam dzisiaj)
2 cebule
2 ząbki czosnku
około 200 g łyżki przecieru pomidorowego
pół łyżeczki oregano
pół łyżeczki bazylii
pół łyżeczki ostrej papryki
pół łyżeczki pieprzu (ja dodaję ziołowy)
sól
oliwa

  1. W lekko osolonej wodzie gotujemy makaron o minutę krócej, niż podaje instrukcja na opakowaniu. Ugotowany przerzucamy do lekko posmarowanego oliwą żaroodpornego naczynia.
  2. Na 2 łyżkach oliwy podsmażamy cebulę i czosnek. Jak będą gotowe, przekładamy do naczynia (w którym być może jest już ugotowany makaron, chyba że jeszcze się gotuje :)).
  3. Następnie na tę samą patelnię, na której podsmażyliśmy cebulę wrzucamy pokrojone pieczarki, lekko solimy i smażymy aż wyparuje z nich cała woda.
  4. Dodajemy do makaronu oraz cebuli. Wrzucamy również pokrojone różyczki brokuła – ja dodaję zawsze surowe, gdyż zmiękną one podczas zapiekania w piekarniku.
  5. Przygotowujemy sos: do przecieru pomidorowego dodajemy około 2/3 szklanki wody oraz wymienione przyprawy.
  6. Sos wlewamy do naczynia z makaronem i pozostałymi składnikami, mieszamy.
  7. Całą zapiekankę wkładamy do pieca nagrzanego do 180 stopni i zapiekamy około 20 minut.

Koszt to 10 zł, dwie dosyć duże porcje.
Smacznego 🙂

Chili z batatów i ciecierzycy

Od kilku dni miałam niesamowitą ochotę na bataty. Ostatnio jadłam je chyba z rok temu pod postacią przepysznej zupy z mlekiem kokosowym (muszę powtórzyć!). Z resztek w lodówce, ugotowanej wczoraj ciecierzycy i batatów zrobiłam więc dobre. Nawet bardzo!

Uwielbiam wszelkie odmiany dań a’la chili sin carne. To zwykle proste, jednogarnkowe dania, które wprawdzie trzeba dość długo gotować, ale samo przygotowanie składników i wstawienie na palnik trwa kilka minut. Pod koniec gotowania, do garnka można dorzucić szpinak lub jarmuż i tym samym przemycić trochę więcej witamin w środku zimy.

Składniki:
1 średnia cebula
1 czerwona papryka
2 ząbki czosnku
2 duże bataty
1 puszka pomidorów
1 puszka ciecierzycy (lub 100 g suchej ciecierzycy=około 200g ugotowanej)
około 4 łyżek oleju
1/2 łyżeczki chili (ja daję więcej, ale to ja)
1/2 płaskiej łyżeczki soli
1 łyżeczka wędzonej papryki
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżka koncentratu pomidorowego

UWAGA: jeśli macie chipotle w puszce, możecie dodać solidną łyżkę zamiast koncentratu pomidorowego i papryki wędzonej.

  1. Cebulę siekamy w niezbyt drobną kostkę, paprykę i bataty na kawałki wielkości około 1,5 cm, czosnek miażdżymy.
  2. W rondlu o grubym dnie lub na dużej patelni rozgrzewamy oliwę. Wrzucamy cebulę – smażymy 3 minuty, i paprykę – smażymy około 5 minut. 
  3. Dodajemy pokrojone bataty, chili, wędzoną paprykę, koncentrat (lub chipotle) i czosnek, podsmażamy około minuty. 
  4. Dodajemy pozostałe składniki, 200 ml wody i dusimy wszystko pod przykryciem na wolnym ogniu około 1 godziny, co jakiś czas mieszając. 

Tortilla z tofu i szpinakiem

W ciągu ostatnich lat przełamałam swoją niechęć do mrożonego, siekanego szpinaku. Zawsze wydawał mi się niestrawną papką, produktem gorszego sortu. Choć nadal używam go rzadko, to jednak jest kilka dań, do których pasuje mi nawet bardziej, niż szpinak świeży. Np. faszerowane tortille. 

Każdy lubi dostać dużo dobrego wkładając w to minimum wysiłku. I może, jeśli sobie ugotuje poniższe. Nadal nie umiem robić zdjęć. Wiem. Trudno.

Składniki na 3-4 porcje:
3-4 tortille
1 kostka wędzonego tofu
1 paczka mrożonego szpinaku (450 g)
1 średnia cebula
2 ząbki czosnku
100 ml mleczka kokosowego
sól
pieprz
1 duża łyżka oleju kokosowego (lub innego oleju)

  1. Cebulę siekamy w kostkę, czosnek miażdżymy. Tofu kroimy w około 0,5 cm kosteczki.
  2. Na rozgrzany na patelni olej wrzucamy cebulę oraz tofu. Smażymy kilka minut. 
  3. Dodajemy szpinak, czosnek oraz około pół płaskiej łyżeczki soli i pieprzu. Dusimy wszystko na patelni około 10 minut.
  4. Dodajemy mleko kokosowe, gotujemy jeszcze około minuty.
  5. Na tortille nakładamy farsz: ilość według naszego uznania. Zapiekamy w piekarniku nagrzanym do około 200 stopni przez 5 minut.