Co zrobić z wczorajszymi ziemniakami?

Zdarza się często, że ugotuję czegoś za dużo. Zwykle ponadprogramowe dania lądują w zamrażarce, niestety są takie specjały, które po zamrożeniu a następnie odmrożeniu przybierają formę odbierającą mi apetyt. Należą do nich na przykład ziemniaki: odmrożone zawsze są blade, miękkie i rozpadają się na patelni. Niedojedzone ziemniaki od niedawna recyclinguję więc w inny, bardzo tani i prosty sposób.

Ziemniaki kocham pod absolutnie każdą postacią: gotowane, smażone pieczone, jako puree, chipsy, frytki, placki i wiele innych form. Co ważne, możemy je dostać cały rok. I bardzo dobrze bo obiad bez ziemniaków to jak dom bez kota! Można, ale po co??
Składniki:
2 średnie cebule lub 1 duża
5 średnich ziemniaków
pół kilo kapusty kiszonej
olej lub oliwa
pieprz
kminek: jeśli ktoś lubi
  1. Ugotowane ziemniaki kroimy w plasterki i podsmażamy na złoty kolor na rozgrzanej patelni. W czasie, gdy ziemniaki się smażą, kroimy cebulę w niezbyt drobną kostkę.

  2. Ziemniaki zrzucamy z patelni, dolewamy odrobinę oleju/oliwy, smażymy cebulkę.

  3. Kapustę kiszoną odsączamy z zalewy, kroimy na mniejsze części i dokładamy do smażącej się cebuli.

  4. Cebulę z kapustą podsmażamy około 15 minut, co jakiś czas dolewając troszeczkę wody lub zalewy z kapusty kiszonej. Dodając zalewy, kosztujemy co jakiś czas żeby danie nie wyszło nam zbyt słone.

  5. Jak kapusta będzie już odpowiednio miękka, dodajemy około pół łyżeczki pieprzu, kminku jeśli ktoś chce oraz podsmażone wcześniej ziemniaki.

  6. Całość podgrzewamy na patelni jeszcze kilka minut.

  7. Jemy na ciepło jako dodatek do obiadu lub samodzielną przekąskę. Kapusta z ziemniakami sprawdziła się niedawno doskonale jako dodatek to wegańskiego grilla, zastępując tradycyjny kociołek.

  8. Smacznego 🙂

Ciecierzyca w winno-pomidorowym sosie

Są takie wieczory, kiedy nie idę na miasto, nie sprzątam kup w żadnym schronisku, nie muszę pracować, nic nie muszę. Korzystam wtedy z najprostszego przepisu na udany wieczór: wino, ciecierzycę i suszone pomidory łączymy z książką, kotem i kołdrą. Zawsze wychodzi 🙂

Składniki na 3 porcje:
około 125 g suchej ciecierzycy (pół szklanki – nieco ponad szklanka ugotowanej)
biała część pora
1 cebula
2 ząbki czosnku
10 kawałków suszonych pomidorów
100 ml wina (może być trochę więcej ;))
100 g koncentratu pomidorowego
100 ml bulionu warzywnego
sól
pieprz
około 50 ml oliwy

  1. Ciecierzycę moczymy około 10 godzin, po czym gotujemy do miękkości (około 40 minut). Można użyć również ciecierzycy z puszki/słoika.
  2. Pora kroimy w półtalarki, cebulę w kostkę. Czosnek siekamy, suszone pomidory kroimy w paseczki.
  3. Na patelnię z rozgrzaną oliwą wrzucamy pora oraz cebulę. Zmniejszamy ogień do średniego i smażymy kilka minut.
  4. Dodajemy czosnek, suszone pomidory, koncentrat i wino. Podsmażamy całość około 3 minut, po czym dodajemy bulion, szczyptę soli i pieprzu.
  5. Nastawiamy piekarnik na 200 stopni.
  6. Całość gotujemy jeszcze około 10 minut. Pod koniec gotowania doprawiamy w razie potrzeby.
  7. Gotowy sos pomidorowy mieszamy z ciecierzycą i przekładamy do żaroodpornego naczynia. Zapiekamy około 20 minut.
  8. Najlepiej smakuje z pieczywem, np. chlebkami naan. I z winem 🙂

Zupa-krem z białej fasoli

Dawno, dawno temu, miałam ugotować fasolkę po bretońsku. Za oknem śnieg i mróz, do wypłaty zostało parę dni, konieczne było więc natychmiastowe podjęcie działań rozgrzewająco-oszczędnościowych. Fasolka idealnie wpisała się w ten plan. W sobotę rano wstałam z uśmiechem na twarzy, zamoczyłam pół kilo “jasia”, który wieczorem miałam zamiar ugotować i zrobić kilkudniowy zapas pożywnego dania. Ból zęba pokrzyżował wszystkie plany…

Gar fasoli ugotowany a złamany ząb nie pozwala na przyjęcie jakiegokolwiek pokarmu wymagającego żucia. Co robić? Jedynym wyjściem było szybkie wynalezienie zupy-kremu, którą można bez konieczności poruszania ustami “wessać” do przewodu pokarmowego. Ostrożnie zaczęłam od małej porcji na spróbowanie czy gra jest warta świeczki, ale po zjedzeniu dwóch miseczek mogę bez obaw miksować resztę.

Składniki (na 2 średnie miseczki):
2 szklanki ugotowanej fasoli “jaś” (lub z puszki)
1 szklanka wody, w której gotowała się fasola (lub po prostu wody jeśli wywar wypiliśmy, wylaliśmy lub zdarzył się wypadek)
1 szklanka wody
suszone pomidory razem z zalewą z oliwy (na taką porcję fasoli dodałam 6 kawałków pomidora i dwie łyżki oliwy z zalewy)
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
1/3 łyżeczki ostrej papryki
1/2 łyżeczki tymianku
szczypta soli (jeśli potrzebna: suszone pomidory zwykle są już wystarczająco słone)
1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego

  1. Wszystkie składniki wrzucamy do garnka i zagotowujemy. Gotujemy około 5 minut.
  2. Całość miksujemy po zagotowaniu.
  3. Jeśli to konieczne, doprawiamy do smaku. Jeśli ząb nie boli – podajemy z grzankami 🙂

zupa krem z fasoli jaś

Makaron w sosie teriyaki

Miałam taki okres w życiu, że w restauracjach, do których chodziłam, zwykle zamawiałam to samo. Wyjście poza strefę komfortu w kwestiach nie tylko kulinarnych, było dla mnie szalenie trudne. Na wakacje jeździłam w znane mi już miejsca, z pracy wracałam zawsze tą samą trasą, odwiedzałam te same sklepy. Nadal zmiany, nowe sytuacje i nowi ludzie sprawiają, że czuję się nieswojo. Niestety pomysły na nowe dania (i nie tylko) nie biorą się z powietrza. Trzeba czytać, oglądać, bywać, próbować nowych rzeczy. I tak dopiero rok temu po raz pierwszy w życiu (!!!) spróbowałam sosu teriyaki. Choć nie są to do końca moje smaki, nie żałuję 🙂 

Składniki na 2 duże porcje:
100 g makaronu (do tego dania używam zwykle penne)

1/2 kostki tofu, najlepiej marynowanego (90-100 g)
1/2 czerwonej papryki
1/2 łodygi selera naciowego
1 bardzo mała marchewka lub 1/2 większej
3 różyczki brokuła
sos teriyaki
sól
oliwa

  1. Marchewkę, paprykę i brokuła kroimy w słupki, siekamy seler naciowy w plasterki a tofu w 1,5 centymetrową kostkę. UWAGA: najlepiej użyć marynowanego tofu. Jeśli mamy zwykłe, najlepiej po pokrojeniu w kostkę zalać sosem sojowym na około 2 godziny.
  2. Stawiamy wodę na makaron. Makaron gotujemy w lekko osolonej wodzie minutę krócej, niż wskazuje instrukcja na opakowaniu
  3. Na rozgrzaną patelnię z oliwą wrzucamy kostki tofu, podsmażamy aż tofu lekko się zarumieni, zdejmujemy z patelni. 
  4. Na patelnię wrzucamy seler, brokuła oraz marchewkę. Możemy podlać odrobinę wodą, żeby warzywa zmiękły. 
  5. Kiedy już wszystkie warzywa są podsmażone, wrzucamy je razem na patelnię i wlewamy około 20 ml sosu teriyaki z 60 ml wody oraz makaron.
  6. Po kolejnych 2 minutach, możemy jeść 🙂

Dhal z dyni i czerwonej soczewicy

Idzie zima a wraz z nią większe zapotrzebowanie na solidne i dobrze przyprawione potrawy. Powrót do treningów po długiej przerwie również uświadomił mi, że codziennie pite świeżo wyciskane soki nie dostarczają mi wszystkiego, co potrzeba. Dlatego teraz inwestuję w białko i węgle, dzięki którym mogę przenosić góry i czynić świat lepszym miejscem! O!

Po trzech tygodniach od rozpoczęcia treningów, mój organizm zaczął zachowywać się nieco dziwnie. Rano budzę się z wilczym apetytem, a do tej pory pierwszy posiłek jadłam około 11. Na dodatek przy ostatnim do przebiegnięcia kilometrze pojawia się u nie absolutnie nieopanowywalna ochota na twaróg. Na próbę więc zwiększyłam ilość strączków w diecie i od tygodnia staram się je jeść przynajmniej 2 razy dziennie pod dwiema różnymi postaciami. Pomaga 🙂 Na bazarach ciągle dostępne są dynie, więc warto jeszcze odrobinę wykorzystać to warzywo.
Przed ugotowaniem, danie wygląda tak:

Składniki na duży gar:
700 g dowolnej dyni
250 g czerwonej soczewicy
1 najlepiej dosyć twarda gruszka
2 średnie cebule
1 puszka pomidorów
2 papryczki chili lub płaska łyżeczka chili w proszku
4 ząbki czosnku
około 4 cm imbiru
3 liście laurowe
1 łyżeczka ziaren kuminu
1 łyżeczka mielonych ziaren kuminu
1 płaska łyżeczka garam masali
1 płaska łyżeczka mielonych ziaren kolendry
1 łyżeczka soli
3 łyżki oleju (użyłam kokosowego)

  1. Dynię oraz gruszkę obieramy i kroimy w kostkę. Cebulę i papryczki chili siekamy w drobną kosteczkę, imbir i czosnek trzemy na tarce.
  2. Do rondla o grubym dnie wlewamy olej. Na rozgrzany olej wrzucamy cebulę i smażymy kilka minut, aż cebula trochę się zeszkli i przyrumieni.
  3. Dodajemy papryczki, imbir, czosnek i pozostałe suche przyprawy i podsmażamy je około minuty.
  4. Po tym czasie dodajemy dynię, gruszkę, soczewicę, pomidory i zalewamy 1 litrem wody. 
  5. Gotujemy wszystko na średnim ogniu około 25-30 minut.

Deser chia z mlekiem kokosowym i czekoladą

Jak widać na niniejszym blogu, nie jestem deserowym ekspertem. Raczej nie piekę ciast, bo mi nie wychodzą. Robię świetne ciasteczka, ale na tyle rzadko że w ogóle nie warto o tym wspominać. Słodkie jem często i w każdej możliwej, postawionej przed moim nosem ilości, ale robić kompletnie nie potrafię.

Robię więc czasami desery, których po prostu zepsuć się nie da. Jeśli trzymam się opracowanej przeze mnie w pocie czoła poniższej receptury to nie ma szans, żeby operacja się nie udała!

Składniki na 5 małych porcji:
5 łyżek nasion chia
350 ml mleka kokosowego
1 gorzka czekolada (100 g)

  1. Nasiona chia zalewamy 300 ml mleka kokosowego, dokładnie mieszamy. Odstawiamy na minimum 2 godziny, co jakiś czas mieszając zalane nasiona. Muszą bardzo dokładnie połączyć się z mlekiem.
  2. Kiedy nasiona już napęcznieją i całość trochę zgęstnieje, rozpuszczamy czekoladę w kąpieli wodnej z 50 ml mleka kokosowego.
  3. Rozpuszczoną czekoladę powoli wlewamy do namoczonych nasion, cały czas energicznie mieszając.
  4. Masę przelewamy do mniejszych pojemniczków i wstawiamy do lodówki na minimum godzinę.

Pierogi ruskie z tofu

Trzeba być nienormalnym, żeby brać się za lepienie pierogów! Tak sobie myślę za każdym razem, kiedy wpadnę na szalony pomysł spędzenia niedzieli przy garach i stolnicy. Chyba ciężko o bardziej czasochłonne a dające równie maleńką ilość jedzenia danie. Ale lepię, głównie dlatego że umiejętność zrobienia pierogów to taki trochę punkt honoru: po prostu muszę umieć i już. Lepię także dlatego, że moich ulubionych a’la ruskich z tofu żaden znany mi sklep nie oferuje 😦
Pierogi są też ważnym elementem tradycji kulinarnej chyba większości znanych mi domów: lepiły je nasze babcie, nasze mamy a my jesteśmy pierwszym pokoleniem, które kupuje pierogi w sklepie. Niewielu moich znajomych potrafi je zrobić a jeszcze mniej chce spędzić w kuchni 3 godziny po to, by nacieszyć się trzema porcjami jedzenia 😉 Ale ja, trochę dziś chora, więc spacery odpadają tym bardziej że pora roku nie zachęca do wyjścia z domu i w ogóle co tu robić w wolną niedzielę. No to pierogi zrobiłam 🙂

Składniki na około 50 pierogów:
Ciasto:
300 g mąki
250 ml gorącej wody
2 łyżki oleju
1/2 łyżeczki soli

Farsz:
700 g ziemniaków
2 paczki tofu naturalnego (razem 360 g)
2 średnie cebule
sok z połowy cytryny
olej
sól
pieprz

  1. Ziemniaki obieramy i gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. Po ugotowaniu obijamy tłuczkiem lub przeciskamy przez praskę (ten drugi sposób jest lepszy do farszu).
  2. Kiedy ziemniaki się gotują, siekamy cebule w drobną kostkę i podsmażamy na oleju. Cebula powinna być mocno przyrumieniona.
  3. Tofu przeciskamy przez praskę, blendujemy lub mielimy w maszynce do mięsa. Dodajemy do niego sok a cytryny.
  4. Ziemniaki, tofu i cebulę doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy.
  5. Przygotowujemy ciasto na pierogi: do mąki dodajemy sól i olej. Stopniowo dolewamy gorącą wodę, cały czas mieszając ciasto.
  6. Ciasto dzielimy na 4 części, wałkujemy jak najcieniej, wykrawamy szklanką okręgi.
  7. Na wykrojone kawałki ciasta nakładamy około łyżeczki farszu, zaklejamy i wrzucamy partiami do wrzącej wody.
  8. Kiedy pierogi wypłyną z wody, wyciągamy.
  9. Można podawać bez niczego, odsmażone, oprószone smażoną cebulką 🙂